Amsterdam

Nazwa tego miasta oznacza tamę na rzece Amstel. Tamy ni widu, ale faktycznie jest to miasto związane z wodą jak mało które. Kanał na kanale, co stanowi w zasadzie o niepowtarzalnym klimacie tego miejsca. Myliłby się jednakże ten, kto podejrzewałby, że jedynie to. Bliskość morza i położenie praktycznie na jego poziomie (lub nawet niżej) to wiatr, który w Amsterdamie wieje sobie tylko znanymi ścieżkami, za to przejmująco. wówczas przydają się gorące frytki, z dużą ilością majonezu. Doskonale rozgrzewają, nie mówiąc już o nasycaniu brzuszka. Poza tym jest to miasto wyluzowanych jak mało gdzie ludzi. Mnóstwo subkultur swobodnie przemykających pomiędzy budynkami. Panków, hippisów, zakręconych dziwaków rozmaitego autoramentu, spotkacie praktycznie na każdym kroku. Nie ma się jednak co obawiać, bo nigdzie tak jak tu pojęci tolerancji nie jest szerzej i pełniej chyba rozumiane.  Choć konserwatyście trudno wytrzymać w takim tyglu. momentami zresztą staje się to faktycznie męczące, bo nie wiadomo co począć z oczami bombardowanymi co i rusz nowymi wrażeniami. Czasem dzięki temu, czy raczej w wyniku tego, Amsterdam sprawia wrażenie miasta zabałaganionego. Jakby było za dużo na raz...

Koniecznie zobaczyć:

Małe, wąskie uliczki pomiędzy kanałami, najlepiej w "drugim i trzecim kręgu", czyli nieco dalej od centrum to obowiązkowy program zwiedzania Amsterdamu. Tam tylko, z dala od kordonów turystów można poczuć klimat miasta. Tam też można niespodziewanie wpaść na fajną, przytulną knajpkę, a nawet coffee shop. Amsterdam jest miły gdy znajdzie się w nim troszkę spokoju, w przeciwnym razie jest szalony jak świat wokół nas.

Koniecznie nie:

Dla mnie koszmarne wrażenie sprawia samo centrum, wraz z placem na którym stoi ponury, szary i nieprzyjemny Pałac Królewski. A przecież mają tak sympatyczną królową. Do tego te tłumy turystów fotografujących co bądź, bo w zasadzie niewiele tam do sfotografowania się nadaje. No i dzielnica czerwonych latarni. Paskudna. Chyba, że kogoś naprawdę przypili. Dziewczyny rozmaite za szybami, machają, oczka puszczają (zresztą nie tylko dziewczyny), chińskie prezerwatywy rozrzucone na ulicach, do tego wszędzie śmieci a gdzieniegdzie smród z chińskich barów.

Fotki z Amsterdamu, jak zwykle bez ładu i składu ;-)